Przekaz idealny w swej prostocie - nic dodać, nic ująć :D
czwartek, 26 czerwca 2014
środa, 11 czerwca 2014
Pastelowe popołudnie
Ku mojej uciesze zaczęły się gorące dni. Wypadałoby zatem zmienić również garderobę na bardziej letnią.
Dziś zaprezentuję stylizację na popołudnie z przyjaciółmi ;) Wszystko oczywiście opatrzone komentarzem i poradami stylizacyjnymi (nie tylko dla kobiet kompaktowych) ;)
Bazą mojej stylówki jest prosty t-shirt (Dorothy Perkins). Bardzo delikatny deseń w odcieniach brzoskwini i beżu dodaje lekkości. Duży okrągły dekolt wydłuża szyję i wyciąga sylwetkę w górę.
Do tego dodałam kamizelkę (ZARA). Jej rola jest tu nieoceniona. Przede wszystkim ostre pionowe cięcia zabierają kilka centymetrów w obwodach i dodają wzrostu. Fikuśny krój - długo z przodu, krótko z tyłu - podkreśla krągłości i nie skraca nóg ;)
Im niżej tym może być ciemniej, dlatego schodzimy o kilka ładnych tonów do brązowej mini (H&M). Jest idealnie dopasowana - bez żadnych dodatków i aplikacji - nie poszerza niepotrzebnie bioder. Krótka na tyle, żeby wydłużyć nogi, długa zgodnie z zasadą - przynajmniej do końca palców dłoni - nie przekracza granicy dobrego smaku ;)
Teraz pora na to, co kochają wszystkie kobiety ;) Mowa oczywiście o butach!
Ciemnobrązowe szpile stanowią tu mocny akcent. Pazurka dodają suwaki. Eksperyment o tyle niebezpieczny, że tnie nogi na dwie części, a tym samym skraca. Pozwoliłam sobie jednak na taką ekstrawagancję, gdyż buty są mega wysokie (na platformach) i odsłaniają kostkę - najwęższy punkt nogi. Zawsze zwracajmy na to uwagę ;)
Torebka (no name) w kolorze kremowym z delikatnym akcentem kolorystycznym pomieści naprawdę wszystko. Bambusowa rączka jest tym, co wprowadza nas w letni klimat.
Teraz chwila na dodatki. Szyję zdobi drewniana zawieszka na rzemieniu (no name) i wisiorek stworzony z paska (Atmosphere) od spódnicy ;) Da się ;) Stanowią one kolejne pionowe linie wysmuklające sylwetkę :)
Pierścionek (no name) z tygrysim okiem - jeden z moich ulubionych. Do tego bransoleta (handmade) ze sznurków w kolorze beżu, brązu i zieleni (z pozdrowieniami dla Magdy ;))
Akcesoria naprawdę dużych rozmiarów, dlatego przy drobnej sylwetce należy przynajmniej ograniczyć ilość tego typu dodatków.
Długie wiszące drewniane kolczyki ładnie wyszczuplają twarz.
I jak przystało na lato - okulary - bez nich w taki upał nie da się żyć ;) Buziaki dla odbijającej się w nich Alicji
Klasyczny kuc, delikatny makijaż w odcieniach brązu, brzoskwiniowa pomadka i można ruszać na spotkanie ze znajomymi ;)
Mam nadzieję, że spodobał się Wam ten etniczno-miejsko-letni mix ;)
Dodam, że jest ekologiczny i ekonomiczny - wszystkie rzeczy pochodzą z second - handu bądź outletu, co pozwala nam oszczędzać środowisko i budżet :D
Zachęcam do komentowania! ;) Buziaki!
środa, 21 maja 2014
Krasawica ;)
Pogoda nareszcie dopisuje, humor też, więc zrodziła się mocna i wyrazista stylizacja :)
Totalny miks czerwieni i bieli z akcentami czerni - trzy z czterech uwielbianych przeze mnie kolorów w niecodziennym zestawieniu pasków z motywem kwiatowym.
Zacznijmy od góry - zabudowana bluzka (no name) bez rękawków z dekoltem w linii prostej podkreśla biust. Efekt mocno zarysowanej talii daje przecinający mnie w najwęższym miejscu wyraźnie grubszy od innych biały pasek.
*Poziome paski optycznie wydłużają, pod warunkiem, że nie są zbyt grube ;)
Spódnica wyszperana z kolekcji mamy :) Wręcz wymusza na właścicielce piruety :) Nie mogłam się powstrzymać :)
Mamy tu cztery rodzaje kwiatów oraz korespondujący z górą szlaczek z pasków.
*Zwróćmy uwagę na wielkość kwiatów, które muszą być proporcjonalne do sylwetki - im mniejsza osoba tym drobniejszy print :) Wielkie róże przytłoczyłyby naszą postać ;)
*Długość midi - do łydki - jest naprawdę niebezpieczna dla miniaturek - optycznie skraca nogi. Żeby sobie z tym poradzić konieczne są szpilki, w dodatku maksymalnie wysokie, na koturnach!
Ach, moje klasyczne ulubienice z czerwonym sekretem ;) (Polska marka - Eska)
Przejdźmy do dodatków. Folkowe motywy dopełniłam koralami w bardziej współczesnym wydaniu. Proste ręcznie wykonane kolczyki i kilka bransoletek postawiły czarną kropkę nad i.
Z harmonii może wytrącić bransoletka - składanka kilku kolorowych szklanych i kamiennych koralików. Nie warto popadać w rutynę;)
Do tego biała materiałowa torebka na ramię - również zdobyczna ;)
*Jeśli decydujemy się na dużą torebkę starajmy się, by była ona możliwie jednolita - bez nadruków, aplikacji, suwaków, kieszonek. To my mamy grać pierwsze skrzypce, nie nasz tobołek ;) Możemy za to śmiało zdecydować się na ciekawszą fakturę.
No i wykończeniówka ;) Fryzura - ostatnimi czasy moja ulubiona, bo robi się ją w kilka sekund i zawsze wychodzi :D
Wystarczą długie włosy i kilka szpilek ;)
Jeśli chodzi o makijaż nie kombinowałam zbyt dużo - w tej stylizacji i tak wiele się dzieje. Postawiłam na kreskę na oku i tradycyjne, kojarzące się z folkowymi czerwone usta :)
Jeszcze tylko odrobina bardzo intensywnej czerwieni na paznokciach ;)
Mam nadzieję, że się podoba :)
Zachęcam do śledzenia mojego bloga! Już wkrótce pojawi się seria stworzona z myślą o kobietach miniaturkach ;) Takich jak ja ;)
Zapraszam również do odwiedzenia mnie na FB i YT
Pozdrawiam i przesyłam czerwonego buziaka! ;)
*gwiazdeczka - czyli wskazówki dla miniaturek takich jak ja (poniżej 160cm) :D
Wszystkie fotografie wykonała Foto-Rozalia, której serdecznie dziękuję :)
środa, 7 maja 2014
Będąc panną Agnieszką, czyli skąd się wzięłam i co ja tu robię
Upiłam łyk kawy z cynamonem z mojego ulubionego klimtowego kubka, przegryzłam kilka orzeszków, pomalowałam usta na czerwono. Tak, czerwone usta zdecydowanie pomagają w pisaniu bloga.
Jesteśmy w jednej z lubelskich kamienic. Uwielbiam stare budownictwo :) Słońce mnie oświeca - oby pisało się dobrze :)
Żeby usprawiedliwić swoją obecność tutaj przytoczę pewną historię.
Od początku swojego życia byłam ulubienicą, oczkiem w głowie dziadka. Pewnego pięknego dnia dziadek postanowił skorzystać z dobrodziejstw związku radzieckiego i przechodząc się po targu przepełnionym mnóstwem wszystkiego - standardowa sytuacja na wschodnich bazarach - natrafił na czerwone cudo. Niewielkich rozmiarów a jednak ciężka, bo wykonana z jakiegoś stopu metali, pokryta delikatnymi wzorkami zdobiącymi i tak już zachwycające obłe kształty maszyna do szycia trafiła w moje ręce. Czym prędzej chwyciłam za korbkę by usłyszeć przyjemny stukot stopki. I tak się zaczęło.
Od tego momentu moja biedna siostra była skazana już tylko na swoje towarzystwo, gdyż mimo wielu próśb, proponowanych zabaw i gier czy interesujących zabawek, ja siedziałam za zamkniętymi drzwiami. Byłam tak bardzo skupiona na wykrajaniu ubranek z szablonów w starej książce krawieckiej mamy, że prawie nie słyszałam co mówiła do mnie siostra. Dopiero po zszyciu wszystkich fragmentów w całość i ubraniu lalki wychodziłam dumna ze swej pieczary, żeby zaprezentować dzieło.
Gdy byłam starsza z wypiekami na twarzy przeglądałam Budrę, rozkładałam szablony, oglądałam kroje marząc, że większość uszyję. Oczywiście z uwzględnieniem swoich poprawek ;) Kiedy tylko mogłam sama projektowałam sobie kreacje. Nawet nie chciałam myśleć o tym, żeby kupić gotową sukienkę na bal gimnazjalny czy studniówkę - jak mogłabym ominąć tak wspaniałą okazję do twórczości? :) Do tej pory marzę, że na ślub pójdę w stworzonej przez siebie sukni:)
Słuchając z boku tej historii można się domyślać, że poszłam na ASP. Co obecnie dziwne nawet dla mnie stało się zupełnie inaczej. Skończyłam kierunek społeczny i chemię. Tak, chemię :) Kiedy po obronie licencjatu i zdaniu pierwszej sesji na studiach magisterskich zobaczyłam swój nowy plan coś mnie tknęło. Traciłam czas. Traciłam mnóstwo czasu łudząc się, że te studia są ważne i coś wnoszą w moje życie. Wróciła myśl o modzie, ubraniach, stylizacji. Właściwie nie wróciła, a została przewartościowana. Nigdy nie sądziłam, że mogę uczynić z mojej pasji główny nurt życia. Chyba w końcu dojrzałam do tego.
Kiedy oznajmiłam w domu, że biorę dziekankę fajerwerków nie było. Cóż, czego innego mogłam się spodziewać? Atmosferę rozładowała jednak moja chrzestna bez namysłu wypalając: no w końcu, bo ja nie wiem, co Ty na tej chemii robiłaś. Od razu trzeba było iść na ASP. :P
To ogromny skrót mojej historii. Pisanie o mnie więcej nie miałoby sensu. Dziś czuję, że weszłam na dobrą ścieżkę.
Zakończę banałem - kiedy wiesz, że robisz coś, co jest w Twojej naturze, czujesz, że żyjesz i ożywiasz wszystkich wkoło.
Mam nadzieję Cię ożywić :)
Agnieszka

























